Violetta
Modliłam się aby Leon trafił do najlepszej kliniki w Buenos Aires. Zadzwoniłam do taty:
- TATO!! - krzyknęłam zapłakana.
- Co się stało Violetta ? Ramallo ma po ciebie przyjechać?
- Nie. Leon miał wypadek!!
- Dzwonić do Verdasów?!
- Tak tato. Zadzwoń do szpitala i każ Ramallo znaleźć najlepszą klinikę w Buenos Aires. Zależy mi na czasie!
- Jasne! Już dzwonię do Verdasów! A Ramallo szuka.
- Pa.
- Pa córciu! Kocham cię!
Rozpłakałam się Lu mnie przytuliła.
- Vilu, to Lara go tu sprowadziła.
- Taak? ONA CHCE MI ODEBRAĆ LEONA!! - rozpłakałam się na dobre... - Lu, czemu on nie zauważył tego drzewa i że zjeżdża na pobocze?!!!!
- Violettka, nie wiem. Przykro mi ale najbardziej chcę zabić tą ździrę Larę!!!!!!
- Ja też.....
Ludmiła
Bardzo współczuję Violi. Ale bardziej chcę zabić Larę. Przyszedł sms. A w nim: " Ty i ta pi**a Violetta nie pojawiajcie się w szpitalu ja wyjeżdżam. Będę tam pierwsza!!!"
- O zobaczymy kur**o!! - wrzasnęłam i ruszyłam z piskiem opon nie ostrzegając Violi.
Po chwili byłyśmy już w szpitalu. Zaciągnęłam Violę na salę.
Violetta
Leon... O boże Leon.. On cały we krwi... rozpłakałam się na dobre.. nic nie było w stanie ukoić bólu . LARA?!
- Zejdź mi z drogi Lara!! Zabiję każdego kto zagrodzi drogę mojemu szczęściu!!
- Violett, ja się nią zajmę. Ty zostań przy Verdasie..- szepnęła Lu i rzuciła się na Larę.
Lu była bezlitosna. Lara leżała na podłodze z wykręcona ręką i krwawiącym nosem. A dobrze jej tak. Próbowała zabrać mi Leona. O nie jeszcze ten Diego....
- Witaj piękną- wrzasną Diego
- WON STĄD Diego!
- Bo co?! Twój Leoś nie jest już przy tobie?? Boimy się... - drwił Diego a we mnie wzrastała flustracja. Nagle nie zauważyłam ale rzuciłam się na niego z pięściami. Za sobą usłyszałam tryumfalne okrzyki Lu :
- Dołóż mu! To przez nich Verdas tu leży!! Dawaj Vilu!!
Lekarze nie byli mnie wstanie odciągnąć. Skończyło się na tym że Diego miał wykręcony bark i złamany nos. I dobrze im tak!! Nikt ich nie odwiedzi!!! Więcej pracy dla konowałów.
- Halo!! Ordynatorze!!??? Chcę przenieść Leona Verdasa do prywatnej kliniki. Mogę!!??
- Taak .- rzekł doktor przestraszony. Ramallo odwiózł mnie, Lu i Leona do kliniki.. Dobrze że ktoś ze mną jest. Lu się odezwała:
- Dzwonię do Pablo.
- Po co?!
- Bo ja i ty zostajemy z Verdasem w klinice...
- Wykluczone Lu. Nie możesz zawalać zajęć!
- Oj Viluś, ja mogę wszystko! I dzięki mnie ty też- uśmiechnęła się Lu
- Dobra.. Załatwiaj.
Załatwiła. Ramallo nas przywiózł. Zajęli się Leonem od razu. Na blok operacyjny. Nikt dodatkowy się nie zjawiał..... zostałam tylko ja i Lu. Po dwóch godzinach oczekiwań skończyła się operacja.. Mogłam do niego wejść... Zobaczyć go. Weszłam do sali. Zobaczyłam Leona. Był cały zabandażowany. Siedziałam tak przy nim aż prawie się nie wybudził z narkozy...
Leon
Żyję... Żyję!! Ciesz się... To wracamy. Byłem już jedną nogą na tamtym świecie. Ale cały czas słyszałem to jak płacze jakaś dziewczyna. Nie wiem kto to jest. Nie wiem co dalej... Czas otworzyć oczy. Otwieram oczy. Nad sobą widzę dziewczynę. Z opuchniętymi oczami... ale radosnymi ona krzyczy:
- Lu!! Wybudził się!! WYBUDZIŁ!!
Pytam się:
- Kim jesteś?! I gdzie ja jestem?!
- Leon... Leon! Nie pamiętasz mnie?!
- Kim do cholery jesteś i czemu płaczesz?!
- Jestem twoją dziewczyną... Violettą... A ty jesteś w klinice bo miałeś poważny wypadek na motorze.
- Ja nic nie pamiętam.... A kim jest ta blondynka?!
- Jestem Ludmiła. Verdas nie pamiętasz nas?!
- Może to odświeży mu pamięć- powiedziała brunetka i namiętnie mnie pocałowała.
- JA NIE MAM DZIEWCZYNY!! KIM WY JESTEŚCIE?!!- Darłem się jak opętany. Do dali wszedł lekarz i powiedział:
- Krótko trwało stracił pamięć. To ustanie za godzinę lub dwie. Ale ustanie na 100%. Jestem pewien.. Panie Verdas czy czuje pan jak uderzam Pana w nogę?
- Tak. I to mocno.... Boli..- syknąłem z bólu
- Złamana. Ręce? Mocno bolą?
- Nie tylko prawa noga.
- Dobrze, dobrze to ja uciekam porozmawiajcie sobie z Leonem.
Wyszedł.
- Jak ja mam na imię i nazwisko??
- Leon. Leon Verdas. Naprawdę mnie nie pamiętasz, Leoś?
- Yyy poczekaj... To ty!! To przez ciebie miałem wypadek!! TO ONA!! ONA!!!
- Leon! Na miłość Boską nie wydzieraj się tak. Co miałeś zrobić jak jechałeś tak szybko?
- Miałem się spotkać z moją dziewczyną i z nią zerwać. Całowała się przy ludziach i na moich oczach z innymi. A co?
- To teraz masz okazję..
- Ale ja jestem z Violettą Castillo.
- Jestem tu we własnej osobie...
To ona?! Nigdy jej w takim stanie nie widziałem. Makijaż rozmazany, ubranie lekko pogniecione. To ona.?!
- W takim razie musze ci coś powiedzieć. Oficjalnie już nie jesteśmy parą. Wolisz tego Diega czy jak mu tam. Wolna droga. Przez ciebie i tak będe kaleka więc nie chcę ci nadawac ciężaru.
- Masz tylko złamaną nogę... I operowali ci śledzionę!Nie będziesz kaleką.
- Przysparzasz mi kłopotów. Nie chcę już cię tu... WYJDŹ!!
- Jeżeli tego teraz chcesz... To okej ale wiedz że zawsze mogę tu wpaść jak zechcesz!
VERDAS! Głupiejesz... ona tu siedzi i ryczy a ty co odpierdzielasz?!
*********************************************************************************
Trochę krótki ale jest :D
/Wika ;****
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz