Fran
( w domu Castillów)
Obudziłam się z Violą... Spała szczęśliwa, dziwne....
Violetta
(Pokój Violetty)
Obudziłam się taka... taka rześka. Fran powiedziała do mnie:
- Co ty taka szczęśliwa?!
- A obrazisz się??
- No jasne że nie, głupiaś Violu.
- No więc jak spałaś spotkałam się z Leonem.. On znowu trenuje....
- I co z tego...
- Trenuje jazdę na motocyklu!
- Oo to już jest...... lekki problem.
- Fran, boję się o niego!!!
- Okej.... A co robi na Twojej szafce nocnej to zdjęcie:
- Yyy Fran a ty czemu nie masz jego zdjęcia?
- Ktoś tu go jeszcze kocha... To ty Violu
- No to... Prawda.. I co?!
- TO to Violu że ja się ubieram, ty się ubierasz, malujemy sie i prowadzę cię do Leona Verdasa!
- Nie nie nie!!! Fran!!
-Tak tak taaaak!!!! VIOLU!
Leon
( Pokój Leona)
Wstałem. Zchodzę sobie na dół do kuchni, pewnie mama i Cher znowu są na mieście. Dla mnie lepiej. Pochodzę sobie dłużej bez koszulki. O nie ma ich i tylko karteczka od mamy:" Leoś nie ma mnie jak zauważyłeś. Cher jest u Sophii a ty zostajesz sam. Mnie i taty nie będzie przez miesiąc." . Ładne pożegnanie przez karteczkę. Ale nie ma starszych Verdas a więc mogę zaprosić Violettę... Z zamyślenia wyrywa mnie dzwonek do drzwi. Nie ubieram koszulki to i tak pewnie Andres żeby mnie namawiać na pójście na imprezę Jumix. Ale ja nie idę. Dobra ale chociaż otworzę te cholerne drzwi bo Andres nie odpuszcza...
Violetta
(Przed domem Leona bez Fran)
Stałam jak kołek przed drzwiami Leona. Jak durna i bezużyteczna...... Nie wiem czy używa wizjera. Może mi nie otworzyć... A jednak usłyszałam trzask otwieranego zamka.
- Leon!! - od razu wpadłam mu w ramiona jak byśmy byli razem. Wtuliłam się w niego. Nie odczuwałam nawet tego że jest zmieszany. Lekko się cofał ze mną. Nagle się od niego oderwałam. Leon zamknął drzwi. A ja znowu się w niego wtuliłam potrzebowałam jego. Jego zapachu. On jest moim powietrzem. On jest całym moim życiem... Nie... tym razem to Ja odzyskam jego. Ja teraz to muszę zrobić. On nie może mnie zostawić jak zabawkę nie może. Zawsze czułam że to on jest tym jedynym.... Tylko on. Nie Tomas tylko Leon dla mnie istnieje.
Leon
(hol w jego domu)
Nie ukrywałem swojego zmieszania. Ale nagle odczułem potrzebę nie wypuszczania jej z ramion. Ona musi być tylko moja... O matko. My nie możemy pójść do mojego pokoju. Co jeśli zobaczy to zdjęcie na mojej szafce nocnej:
Ona chyba nie wie jak mi na niej zależy. A zresztą i tak ją tam wezmę. Niech zobaczy to zdjęcie.
- Violetto, trochę nie zręcznie mi tu w tym holu. Chodźmy do mojego pokoju.
- Jasne. - powiedziała wzruszona Viola.
Zaprowadziłem ją na górę. Ubrałem się szybko. Gdy wróciłem Viola trzymała nasze zdjęcie i płakała. Nagle się odezwała:
- Brakuje mi nas..
- Mnie też. Nie płacz. - Odczułem potrzebę objęcia jej. Pocałowałem ją w policzek.
- A więc już nigdy razem nie będziemy, Leoś?
- Jeżeli tego chcesz to nie...
- Chcę być z TOBĄ głuptasie.... ale czy ty
- Będziesz znowu moją dziewczyną?
- Tak!!
Violetta
(Dom Verdasów)
Jestem prze szczęśliwa Leon Verdas mnie chce! On mnie! Wzruszyłam się... Ale czemu akurat Ty Verdas....? Pytam się siebie o to codziennie! Ten głuptas.. Za co go kocham?? Tomas się mnie o to pytał.
- Leoś... Ja muszę lecieć. Przyjdę do Ciebie później..
- Jasne kochana!
- Muszę.. Obiecałam Fran.
- Pa - pocałował mnie namiętnie jak nigdy dotąd.
- Pa kochanie! - powiedziałam odwzajemniając pocałunki. Leoś jest słodki.
Oderwałam się od swojego chłopaka. Jest słodki to fakt ale... coś za coś. Idę :) Zmierzam do drzwi. Leon łapie mnie w talii i przyciąga do siebie. Zaczyna mnie całować w szyję... Jeju jak on mnie kocha... Związek... Nasz związek... Nikt nas już nie rozdzieli! Idę do Fran :D. Mówię do Leona:
- Leoś... puścisz mnie?
Biedny... musimy się sobą nacieszyć wiem... Zrobił minę zbitego psa. Wiedział że to mnie rozczula...
- Leoś... nie mogę z tobą zostać przykro mi... Ale przyjdę później.
- Pocieszasz chociaż tym Violu..
Wyszłam nie chciałam nadal patrzeć na jego smutek idę do Fran!!!! Już rawie u niej jestem!! Podchodzę do bramu. Już za bramą o ! Pod drzwiami. Wchodzę. Biegniemy do jej pokoju. Nagle odzywa się Fran:
- I jak?
- Zeszliśmy się...
- Ju hu!! JUPI!!
- Francesca.! Nie tak przedwcześnie...
- Okej. Dobra idź do domu. Twój tatko się denerwuje .
- Taak? To idę pa Fran.
Docieram już do domu. O nie! German co ty robisz?! Drze się " Violetta!". Jaki wstyd. O matulu. Prawie łamię sobie obcasy i przebiegam obok taty, uff przestał się drzeć. Wchodzimy do domu a tata mówi:
- Violettita! GDZIE SIĘ PODZIEWASZ?!
- Byłam u Verdasów
- Byli jego rodzice?
- Nie chyba nie...
- Czemu tam chodzisz jak nie ma jego rodziców?
-TATKU!
- Co?!
- Nic.
Wściekła wbiegłam na górę. Zabrałam kilka swoich rzeczy poczym zbiegłam na dół i powiedziałam:
- Nocuję u Fran.
I już mnie nie było.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz