Violetta
Spędzam z Leonem każdą chwilę. Chcemy jak najlepiej wszystko odbudować. O! Francesca dzwoni:
- Cześć Fran.
- Violu! Stało się coś okropnego!
- Co?!
- Pewien ktos ukradł moja walizkę.!!
- Odnalazłaś go?
- Nie! Nie wiem kto to jest!
- To jest najgorsze Fran!
- Yyyy zadzwoń na lotnisko!
- Dzwoniłam. Zabrał ją jakiś Diego...
- No to idź do niego szukaj nie wiem Fran.
- Nie nie wiem gdzie on mieszka!!!!!!!
- Francesco nie wiem co mogło się stać ale mnie nie ma w Buenos Aires więc nie pomogę ci.
- Pa Vilu!
- Pa Fran.
Zakończyłam z nią rozmowę. Do pokoju wszedł Leon i zapytał:
- Kto dzwonił?
- Fran. Ktoś jej ukradł walizkę. To znaczy podmienił.. Jakiś Diego.
- To wracamy .
- Nie! Sprawa Fran nie może nam wszystkiego popsuć! Leon!!
- Viola. To twoja przyjaciółka. Czuję się odpowiedzialny za was dwie.
- Nie. Zostajemy tutaj! Francesca nie może być cały czas zależna ode mnie czy nas, Leonie.
- Dobrze. Więc zostajemy.
Z rozmowy wyrwał nas dźwięk dzwonka. To była jakaś dziewczyna.
Leon
Ktoś zadzwonił do drzwi. Luknąłem przez wizjer stała tam ... Francesca!
- Hej Francesca- powiedziałem lekko zakłopotany.
- Cześć Leon. Jest tu Violetta?
- Tak. Viola! Fran do nas przyjechała.
Z góry zbiegła uradowana Viola.
- Cześć Violu.
Violetta
Fran?! Co ona tu robi?! Jak nas znalazła?!
- Frances! Jak nas tutaj znalazłaś?!
- Normalnie Violu. Byłam tutaj kiedyś z Verdasami i ze swoimi rodzicami. Fajnie tu Vilu.
- Tak faktycznie.
- To kiedy wracamy, ludzie?
- Yyy my teraz tylko muszę się spakować.
- Ja to za ciebie zrobię Viou, a ty i Leon zrobicie jedzenie. To tylko godzina drogi wiem ale ja jestem poootwornie głodna i zjem wszystko!
- Dobra. My idziemy zrobić kanapki a ty nas spakuj.
Poszłam za Leonem do kuchni. On zapytał:
- Przy Francesce wielka zmiana planów. Ja chciałem z tobą spędzić więcej czasu. Ale kiedy Fran przyjechała my musimy niszczyć swoje plany!
- Leon uspokój się. Po tym przemyślałam wszystko szybko i postanowiłam że muszę już wracać.
- Dobrze. - odburknął wściekły Leon
- Nie wściekaj się... No już - podeszłam i go pocałowałam.
- Okej zróbmy te kanapki dla Fran..
- Już się robi Leoś!
Zaczęliśmy robić kanapki. Fran nas spakowała. Zniosła rzeczy na dół a my zapakowaliśmy kanapki. Zanieśliśmy wszystko do auta i pojechaliśmy. Francesca się objadała. Jaka ona zabawna... Pomyślałam jak Leon się poczuł kiedy zmieniłam plany bez jego wiedzy. Wracamy do domu. Najpierw odwozimy teraz Fran a zaraz jedziemy do Verdasów. Potem idę do domu. Przygotuję się do Studia. Musimy przyjść już jutro.
Idę do domu. Wzięłam rzeczy i już. Wchodzę do domu. Wbiegam i lecę na górę. Jestem już u siebie. Mogę wszystko przemyśleć w spokoju. Zamykam na klucz drzwi i szukam.. W zasadzie piżamy. I pamiętnika . Zapisałam parę słów. Idę spać.
Już rano. Wstaję. O ósma w sam raz aby się wyszykować. Ubrałam się i wpadam do łazienki umalować się. Biorę torebkę. Zbiegam na dół. Biorę rogalika i wybiegam z domu.
(W Studio On Beat)
Dawno tu nie byłam... hi hi hi . On Beat Studio! Też mi coś. Moje myśli idą w kierunku Leona. O rozmawia z jakąś dziewczyną. Pewnie koleżanka z toru czy coś. Castillo nie bądź zazdrosna. Nie nie będę. Nie będę taka jak Leon. Oj, Fran bez Camili? Co się dzieje?
- Frani? Czemu nie ma z tobą Camili?
- Obraziła się. Nie jesteśmy przyjaciółkami.
- Czemu?
- Mówiła że ty i Leon jesteście.. Niedobrani i że ty stajesz się przy nim bardziej wredna i arogancka. I on też.
- Teraz i ja jestem na nią wściekła. Wiesz co to za dziewczyna która rozmawia z Leonem?
- Lara. Miła nawet. O a tam jest ten Diego o którym ci mówiłam.
- Fuuj, Fran jaki koszmarny.
- Vilu on sie w tobie zakochał...
- I co koszmarny jest.
- Okej nie odzywam się Violetto.
- Idziemy FRAN!
Poszłam z nią do studia. Pablo znowu dyrektorem. Fajnie. Frances zaproponowała mi karaoke. Idziemy tam. Będzie fajnie. Wierzę w to. Jestem dzisiaj pełna optymizmy. Pablo zaczą gadać nie za bardzo chce mi się go słuchać. Nuudy. Ciekawe czy ta Lara od nas?? I czy ten Diego będzie u nas w klasie. Nie chcę go u nas. O nie ma ich u nas i w ogóle pewnie nie mają talentu to po co im do studia. O Pablo skończył super. Podchodzi do mnie Ludmi i mówi:
- Hej Violuś!
- Cześć Lud.
- Wiesz że Lara to była Leosia?
- Nie....
- Wróciła bo się dowiedziała wielu rzeczy na wasz temat. Kazałam się jej z Buenos Aires zabierać ale ona chce ci zabrać Leona. Wiesz. Ja bym ci pomogła ją skutecznie zniszczyć. Między innymi to ja teraz nie jestem z Leonem . Ale on już w tedy mi się przestał podobać. Ona ci zniszczy związek. Wiem to przeszłam to samo. A i poradzę ci Violettini . Leonowi przy tej ździrze trzeba zacieśnić smyczkę.
- Dzięki Luds.
- Nie ma za co kochanie.
- Idziemy?
- Gdzie?
- Na karaoke! Dzisiaj wieczorem. Weź Natalię.
- Jasne! Hej mam pomysł Violu! Bierzemy Fran, Cami i Naty! Idziemy do Ciebie na piżama party!! I przed karaoke ubieramy się wspólnie!
- Luds to wspaniały pomysł! Czasem cię kocham!! - przytuliłam Ludmi
- To co idziemy zbierać laski?
- Camili nie bierzemy, okej?
- Bo my się z nią już nie przyjaźnimy, Lud! Ale zamiast niej dodajemy ciebie i Natalię!!
- Kochamy cię Violu!
- To co idziemy po Frani i Naty.
- Jasne!
Poszłyśmy. Nigdy nie byłam z Ludmi tak blisko. Ona jest fajna. Naprawdę.
(Karaoke)
Weszłyśmy do zatłoczonego pubu z karaoke. O ludzie była tam ten Diego. Przeżyję. Siadam z Dziewczynami przy wolnym stoliku. Nagle słyszę głos prowadzącego:
- Violetta i Diego.
Dziewczyny mnie zachęcają. Idę śpiewam. Koniec piosenki...
Leon
To co zobaczyłem było najgorszym ciosem.Myślę: "A mnie tak cholernie na niej zależy... pff zależało". Violetta całująca się z innym. Na scenie. W klubie karaoke. Zrywam z nią . Ten obraz chyba na zawsze pozostanie mi w pamięci:
Dała mu się. Spotkam się z nią w parku... jestem rozbity. Wychodzę z baru. Jadę motocyklem. Odpalam. Jadę 150 km/h . Nagle czuję trzask... wszystko robi się ciemne...
Violetta
- CO TY ROBISZ!!- krzyczę i policzkuję Diega na oczach wszystkich. Wybiegam. Ludmiła za mną.. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza. Ludmiłą mówi:
- Letta, Leon tu był. Widział jak ten chłopak cię całował. Byłam na dworze i za nim biegłam ale nie zdążyłam go dogonić. Odjechał. Jechał chyba ze 150 km/h . On jest zdolny zrobić jakieś głupstwo...
- O matko. Patrz policja jedzie. Lud jedziesz ze mną za nimi?
- Jasne wsiadaj. Jedziemy.
Ludmi ruszyła z piskiem opon... Dojechałyśmy tam w pięć minut. Widziałam rozbity motor. ON BYŁ TAKI SAM JAK TEN LEONA!!! I te bezwładne ciało leżące nieopodal rozbitego motoru.... Jezu!! TO on!!
O jeju.....
Taki tam rozdziałek...
/ Wika;***

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz